|
Blog > Komentarze do wpisu
Wałęsa przeciw hegemonii
Lech Wałęsa po raz kolejny ujawnia niezwykły polityczny zmysł. To
właśnie on, a nie jego krytycy, potrafi zrozumieć wyzwanie, jakim jest
pojawienie się paneuropejskiego ruchu Libertas.
Nie sądzę, by Lech Wałęsa należał do grona czytelników książek Chantal Mouffe. Jednak jego zachowanie (a także towarzyszący mu opis) w sytuacji pojawienia się antyestablishmentowego ruchu Declana Ganleya jest przykładem realizacji koncepcji belgijskiej politolożki. To właśnie ona wskazuje, że błędem jest wypieranie ze sfery dyskursu aktorów, których określa się mianem "populistów" czy "ekstremistów". Wałęsa swoim postępowaniem doprowadza do inkluzji krytyków Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie, uznając ich prawomocność do zaprezentowania odmiennego poglądu. Nie dziwi zarazem strach zwolenników dotychczasowej metody integracji europejskiej. Była ona zaordynowana odgórnie, co oczywiście nie oznacza, że szła pod prąd opinii społecznej włączanych do Unii krajów (czego dowodem referenda akcesyjne). Brakuje w niej jednak nadal mechanizmów demokratycznych, a te istniejące bywają nierespektowane. Jak bowiem inaczej określić przeprowadzanie referendów "do skutku", jak dzieje się to w przypadku Irlandii? Zwolennicy dzisiejszego modelu integracji oczywiście mają rację, obawiając się, iż dopuszczenie krytyków status quo do głosu oznacza znaczące spowolnienie procesu zjednoczenia. Jednak mylą się, jeżeli sądzą, że odmówienie im równouprawnienia w debacie na temat kształtu Unii przysłuży się integracji europejskiej. Doświadczenie uczy, że działanie takie prowadzić może tylko do eskalacji konfliktu. Libertas jest wyzwaniem rzuconym "represyjnej tolerancji" euroentuzjastów. Lech Wałęsa doskonale to rozumie, a antysystemowy pierwiastek jego osobowości każe mu po raz kolejny zabrać głos po stronie tych, którzy nie zgadzają się z dominującą wizją. sobota, 16 maja 2009, imponderabilium
|
|